Chiny wymusiły oznaczanie treści AI. Platformy testują widoczność etykiet
Od 1 września 2025 roku treści generowane przez AI w Chinach muszą być oznaczane, jawnie i w metadanych. Portal Sina sprawdził kilkanaście platform i znalazł trzy różne podejścia: od automatycznego znaku wodnego po etykietę ukrytą w menu udostępniania.

Chińskie przepisy o oznaczaniu treści generowanych przez sztuczną inteligencję weszły w życie 1 września 2025 roku. Regulacja wymaga dwóch rodzajów oznaczeń: jawnego, widocznego dla użytkownika, oraz ukrytego w metadanych pliku. Metadane identyfikują dostawcę modelu i czas wygenerowania.
Portal Sina sprawdził, jak przepisy działają w praktyce na kilkunastu platformach. Wnioski są niejednorodne. Douyin, aplikacja wideo ByteDance, dodała pole wyboru przy publikacji oraz znak wodny dla treści oznaczonych jako wygenerowane. Kanały WeChat zaoferowały deklarację autora, a przy podejrzeniu treści AI uruchamiają dodatkową, ręczną weryfikację. Weibo umieściło etykietę w menu udostępniania, z formułą „treść może być wygenerowana przez AI”. Toutiao wprowadziło automatyczne oznaczanie i zapis metadanych z kodem dostawcy oraz czasem powstania materiału.
Nie wszystkie serwisy zdążyły. Kilka mniejszych aplikacji nie miało jeszcze żadnego mechanizmu w momencie testu. Wprowadzono jednak narzędzie krajowe do weryfikacji oznaczeń oraz standard techniczny GB 45438-2025, który definiuje sposób zapisu metadanych. Maksymalna kara za brak oznaczenia wynosi 100 tys. juanów. Dla dużych platform to kwota symboliczna, ale ryzyko reputacyjne i możliwość blokowania zasięgu są już dotkliwe.
Zasięg jako sankcja
Skuteczniejszym narzędziem niż grzywna okazało się ograniczanie zasięgu. Douyin ogłosił 29 sierpnia, że treści bez wymaganego oznaczenia będą miały redukowaną widoczność, a powtarzające się naruszenia mogą skończyć się blokadą konta. Ten mechanizm zmienił rachunek opłacalności. Dla twórcy, którego przychód zależy od odsłon, utrata dystrybucji jest karą dotkliwszą niż jakakolwiek kwota.
Podwójny standard Tencenta
Osobny przypadek opisał portal 36Kr. Tencent testuje w funkcji „Chwil” (朋友圈) asystenta pisania opartego na AI, a równolegle zaostrza zasady wobec treści AI w oficjalnych kontach publicznych. Kanały prowadzone przez firmy i twórców muszą deklarować użycie modeli, a publikacje niewygenerowane przez człowieka są ograniczane w zasięgu. Redakcje serwisów informacyjnych w Chinach uznają takie podejście za najmocniej restrykcyjne na rynku. Nie jest to zakaz używania AI, lecz obowiązek rozdzielenia sfery prywatnej rozmowy od publikacji.
Kontekst finansowy pokazuje, dlaczego Tencent może sobie pozwolić na ostrożność. W drugim kwartale 2026 roku nakłady inwestycyjne spółki wzrosły o 176 proc. rok do roku, do 52,78 mld juanów, a przepływy wolne gotówki były ujemne na poziomie 13,8 mld juanów. Przy takiej skali inwestycji w infrastrukturę AI ryzyko regulacyjne staje się zmienną strategiczną, a nie operacyjną.
Lekcja dla europejskich redakcji
Chiński model pokazuje, że sama etykieta nie wystarcza. Znaczenie ma to, kto ją widzi i jak szybko. Etykieta ukryta w menu udostępniania spełnia wymóg formalny, ale nie pomaga odbiorcy odróżnić materiału prawdziwego od wygenerowanego. Skuteczność zapewnia połączenie trzech elementów: automatycznego oznaczenia w metadanych, widocznego znaku w interfejsie i realnej sankcji za jego pominięcie. Unijny akt o systemach AI idzie w podobnym kierunku, ale przewiduje dłuższe okresy przejściowe i łagodniejsze kary dla platform.
Źródła
3Wszystkie liczby i cytaty w tym tekście pochodzą z poniższych źródeł. Nie dopisujemy danych, których w źródłach nie ma.
Materiały zostały przygotowane przez zespół redakcyjny wspierane przez AI.
Komentarze
0- Brak komentarzy — bądź pierwszy.