NASA rezygnuje z wartego 30 mln dolarów ratunku dla teleskopu Swift, LINK wciąż działa
NASA i Katalyst Space Technologies zrezygnowały z podniesienia opadającego Neil Gehrels Swift Observatory. Agencja ogłosiła to 19 sierpnia, po tym jak statek ratunkowy LINK nie odzyskał kontroli nad orientacją. Wysiłek wart 30 mln dolarów miał utrzymać na orbicie wystrzelony w 2004 roku teleskop promieniowania gamma. Zamiast tego wejdzie on w atmosferę i spłonie jeszcze w tym roku.

NASA i Katalyst Space Technologies poinformowały 19 sierpnia, że LINK nie podejmie próby przechwycenia i podniesienia. Ten statek ratunkowy miał chwycić opadający Neil Gehrels Swift Observatory i wynieść go na wyższą orbitę. Według Ars Technica LINK wciąż działa, a Katalyst twierdzi, że wykorzysta to, co mu zostało.
Kontrakt o wartości 30 mln dolarów podpisano w 2025 roku, niecały rok przed startem. NASA chciała przeprowadzić podniesienie tego lata, zanim Swift wejdzie w atmosferę. LINK wystartował 3 lipca na rakiecie Northrop Grumman Pegasus XL.
Co poszło nie tak
Problemy pojawiły się wcześnie. We wpisie na blogu z 15 lipca NASA podała, że inżynierowie Katalyst "rozwiązali wczesne problemy z łącznością i kontrolą orientacji", jak relacjonuje NBC News. Ta naprawa się nie utrzymała. 28 lipca NASA poinformowała, że systemy kontroli orientacji LINKa zawiodły. Statek zaczął się obracać, a łączność stała się sporadyczna. LINK obracał się z prędkością około 9 stopni na sekundę.
Ars Technica podaje, że dwa z trzech kół reakcyjnych satelity przestały działać. Problemy dotyczyły także silników na zimny gaz, używanych do precyzyjnego naprowadzania. Zostały więc trzy silniki plazmowe o niskim impulsie jako jedyny sposób na odzyskanie kontroli, gdy LINK pędził wokół Ziemi z prędkością blisko 5 mil na sekundę. Kierownicy misji odpalili te silniki w tym miesiącu, żeby spowolnić obrót, ale problemy z kontrolą orientacji nie ustąpiły.
Katalyst nie podał, co spowodowało awarie. Firma napisała we wpisie na LinkedInie, że razem z NASA uzgodniła, iż misja "nie obejmie przechwycenia i podniesienia NASA Neil Gehrels Swift Observatory".
"Podjęliśmy to wyzwanie o wysokim ryzyku i wysokiej nagrodzie i jesteśmy dumni z kamieni milowych, które po drodze osiągnęliśmy" - powiedział prezes Katalyst Ghonhee Lee w tym wpisie. "Nauczyliśmy się już bardzo dużo, a teraz naszym zadaniem jest zamienić te lekcje w coś trwałego, budując powtarzalny scenariusz dla przyszłych operacji zbliżania i serwisowania satelitów."
Administrator NASA Jared Isaacman przyznał, że wynik nie jest taki, na jaki liczono, "ale to nie zmienia, dlaczego warto było tę misję podjąć". W oświadczeniu dodał: "Zespół działał z niezwykłą szybkością, żeby dać Swiftowi szansę na więcej nauki i jednocześnie rozwinąć zdolności, których Ameryka będzie potrzebować w przyszłości przy serwisowaniu satelitów."
Dlaczego Swift spada
Swift wystartował w 2004 roku z instrumentami do badania rozbłysków gamma, najpotężniejszych eksplozji we wszechświecie. Zaprojektowano go na dwuletnią misję, a działa ponad 20 lat. Ars Technica wycenia obserwatorium na około 500 mln dolarów.
Problem zaczął się w 2024 roku, w okresie intensywnej aktywności słonecznej. Wszystkie satelity na niskiej orbicie okołoziemskiej powoli tracą wysokość z powodu oporu atmosfery. Gdy aktywność Słońca rośnie, atmosfera Ziemi się nagrzewa, opór wzrasta, a orbity gwałtownie się obniżają. Swift nie ma własnych silników do utrzymania orbity, więc ratunek taki jak LINK był jedyną opcją. Dlatego ta porażka ma znaczenie większe niż jeden statek.
Swift wstrzymał już działanie przed próbą ratunkową. Scientific American zauważa, że skazane obserwatorium pozostawi lukę w obserwacjach wysokich energii, której raczej nie uda się szybko załatać. Połączenie instrumentów wielozakresowych i zwinnego naprowadzania pozwala Swiftowi namierzać rozbłyski gamma do dalszych obserwacji przez inne teleskopy.
Shawn Domagal-Goldman, dyrektor wydziału astrofizyki NASA, który nadzoruje Swifta, powiedział w oświadczeniu: "Wszyscy liczyliśmy na więcej nauki ze Swifta. Ale wiedzieliśmy, że wnioski z tej misji będą wartościowe tak czy inaczej". Nazwał ten wysiłek "pierwszą taką próbą, opracowaną w bezprecedensowym tempie wymuszonym przez aktywność Słońca".
Pośpieszny harmonogram
NASA dała Katalystowi dziewięć miesięcy na zaprojektowanie, zbudowanie i wystrzelenie LINKa. Ars Technica zauważa, że przygotowanie pierwszego takiego satelity do startu zajmuje zwykle kilka lat. Ten harmonogram wymusił trudne kompromisy: to on skłonił inżynierów do zaakceptowania ryzyk technicznych, których inaczej by nie przyjęli. Katalyst jest jedną z kilku amerykańskich firm pracujących nad serwisowaniem satelitów. Czujniki zbliżania i ramiona robotyczne to kluczowe technologie dla przyszłych misji, które mogłyby tankować, naprawiać lub modernizować satelity.
Katalyst nie porzuca LINKa. Ars Technica podaje, że firma nadal spróbuje zbliżyć się do Swifta i przeprowadzić demonstracje technologii na potrzeby przyszłych lotów. Statek może podejść wystarczająco blisko Swifta, żeby pokazać swój system nawigacji bliskiej. "Choć misja nie będzie miała zakończenia, które pierwotnie zakładaliśmy, NASA i Katalyst oceniają, jakie kamienie milowe jeszcze zostały" - podała firma w oświadczeniu.
Isaacman przedstawił tę decyzję jako wyliczone ryzyko. "NASA powinna być gotowa działać szybko i podejmować mądre ryzyko, gdy potencjalny zwrot jest tego wart, i dokładnie to zrobiliśmy" - powiedział. "Wyciągniemy wszystko, czego możemy się nauczyć z próby zbliżenia LINKa, i wykorzystamy te lekcje w kolejnych misjach."
Te lekcje przychodzą w momencie, gdy zdolność NASA do budowania i obsługi statków kosmicznych jest nadwyrężona gdzie indziej. Osobno NPR podało 15 września, że siedmioro obecnych i byłych naukowców i inżynierów NASA z Goddard Space Flight Center stwierdziło, że przeprowadzki w ciągu ostatnich 10 miesięcy kosztowały ich specjalistyczne miejsca pracy, pracowników i drogie maszyny. Kierownictwo NASA podało, że te zmiany mają obniżyć koszty i wyeliminować "marnotrawstwo i nadmiarowe etaty". Jeden inżynier powiedział, że laboratorium komunikacji radiowej straciło prawie cały sprzęt, a inny, że prace nad sondą DAVINCI na Wenus opóźniły się w sierpniu z powodu braku laboratorium.
Na razie los Swifta jest przesądzony. Obserwatorium, które znacznie przekroczyło pierwotny projekt, ma wejść w atmosferę Ziemi i rozpaść się jeszcze w tym roku. LINK, który zawiódł, zanim naprawdę zaczął, spędzi resztę życia na testowaniu technologii, które pewnego dnia mogą uratować innego satelitę.
Źródła
4- 01NASA calls off rescue mission for its falling Swift space telescopeEN
- 02NASA mission to save its sinking space telescope failsEN
- 03NASA scientists say relocations put space missions at riskEN
- 04NASA calls off mission to rescue Swift gamma-ray observatoryEN
Wszystkie liczby i cytaty w tym tekście pochodzą z poniższych źródeł. Nie dopisujemy danych, których w źródłach nie ma.
Materiały zostały przygotowane przez zespół redakcyjny wspierane przez AI.
Komentarze
0- Brak komentarzy — bądź pierwszy.